| Hatsan AT 44 10 i Hatsan AT 44 Pump Action |
|
|
| Autor: Paweł Kalisz | |
| czwartek, 06 sierpnia 2009 | |
|
Patrząc na to, co się dzieje na rynku, można by pomyśleć, że wiatrówki sprężynowe odchodzą do lamusa. Potężne kopnięcie, wywołane ruchem tłoka, napędzanego sprężyną powoduje, że z takiej wiatrówki trudniej trafić w cel niż z wiatrówek PCP, PCA czy napędzanych CO2. Coraz więcej producentów ma w swojej ofercie bezodrzutowe wiatrówki PCP. Do tego grona dołączył ostatnio także turecki Hatsan. Jakiś czas temu prezentowaliśmy w Przeglądzie Strzeleckim Arsenał ofertę karabinków z całej rodziny AT 44. Jest ona liczna – karabinki różnią się między sobą przede wszystkim osadą. Są więc na przykład z drewna (turecki orzech) lub z polimeru. Te plastikowe mogą być czarne, brązowe (imitacja drewna) lub w kamuflażu Mossy Oak (liście i gałęzie dębowe). Osady polimerowe mogą być z chwytem bardziej tradycyjnym lub z chwytem typu Thumbhole (z wycięciem na kciuk). Jakby tego było mało, karabinki różnią się między sobą tym, że występują w dwóch wersjach systemu, jako jednostrzałowe lub dziesięciostrzałowe. A także mogą się różnić między sobą kalibrem, lufy mają bowiem kaliber od 4,5 mm przez 5,5 mm do 6,35 mm. Do tego mogą się różnić między sobą energią, bowiem występują zarówno w wersjach FAC, jak i poniżej 17 J. Na koniec – większość z nich jest przeładowywana dźwignią typu Side Lever, podobną do tych, które można spotkać na przykład w niemieckim Weihrauchu HW 100 czy angielskim AirArms S 510. Jednak ostatnio pojawił się w ofercie ciekawy karabin AT 44 PA. PA oznacza Pump Action… Prawda, że można dostać zawrotu głowy od nadmiaru wyboru? Tylko, czy warto którąś z nich wybrać? Tego miał dowieść test karabinków, jaki miałem przyjemność w ostatnich dniach przeprowadzić. AT 44 Na wstępie muszę się przyznać do tego, że karabiny udostępniono mi na zbyt krótki okres czasu, by zapoznać się dogłębnie z konstrukcją. Kilka dni strzelania, na szybko, kilka dni na napisanie tekstu i to wszystko. Szkoda, bo konstrukcje są ciekawe i tkwi w nich spory potencjał, jednak przez pierwsze chwile obcowania z karabinkami głównie zajmowałem się ich ujarzmianiem, co nie było wcale łatwym i bezstresowym zajęciem. Ale do rzeczy. Do redakcji dostarczono dwa karabinki. Pierwszym był już znanym na rynku AT 44 10, dziesięciostrzałowy, z przeładowaniem typu Side Lever. W osadzie polimerowej, czarnej, typu Thumbhole. Druga wiatrówka to absolutna nowość. Przedstawiciel firmy Kolba, z której przysłano sprzęt na testy. zapewniał mnie, że na tę chwilę były dwa takie w Polsce. Nie wiem, ile w tym prawdy, ale wiatrówka rzeczywiście tchnie nowością. PA, tak jak jej starsza konstrukcyjnie koleżanka, ma czarną polimerową osadę typu Thumbhole, jest karabinkiem dziesięciostrzałowym. Cała różnica dotyczy sposobu przeładowywania. AT 44 Pump Action Dotychczas spotykało się zwykle różne dźwigienki do przeładowania śrutu. Jedne klasyczne w wyglądzie, przypominające nieco rozwiązania z karabinów Mauser dźwignie w AirArms S 410 czy Daystate Merlyn, inne to dźwigienki typu Bolt action, jak w przypadku FX T12 po rozwiązania typu side-lever, jak w AirArms S 510, Weihrauch HW 100. Czasem spotyka się inne konstrukcje, na przykład Lever Action w karabinkach Career. Pump Action nie było nigdy zbyt popularne, na dobrą sprawę taki sposób przeładowania miał w tej chwili w swojej ofercie chyba tylko szwedzki FX Airguns, który takie rozwiązanie zastosował w karabinku Gladiator Pump Action, a w FX Storm możemy znaleźć coś podobnego – pistol grip action, czyli przeładowanie następuje poprzez przesuwanie chwytu pistoletowego w karabinku. Taka forma w wiatrówkach nie jest zbyt popularna, chyba z powodu licznych zacięć, jakie towarzyszą konstrukcji przy próbie przeładowania. Często słyszy się o kłopotach, wadach, zablokowanym porcie, koniecznej naprawie. Dziwi mnie trochę, że Hatsan zdecydował się na taką konstrukcję, ale być może tureccy inżynierowie zdołali rozwiązać problem przeładowywania. W każdym razie przez całe 4 dni testów, kiedy oddałem z obu karabinów łącznie około 2000 strzałów (około 2 paczek śrutu na karabin), ani razu nic się nie zablokowało. Czy to dość, by przewidywać niezawodność konstrukcji? Zapewne nie. Jednak na tę chwilę z czystym sumieniem mogę napisać, że nic nie wskazuje na to, by coś złego miało się dziać. Co wcale nie znaczy, że konstrukcja jest udana, niestety… Co mi się nie spodobało? Sposób, w jaki rozwiązano kwestię bezpieczeństwa. Żeby ściągnąć do siebie chwyt, należy najpierw zwolnić trzymającą go sprężynę. Do tego służy specjalny manipulator, umieszczony przed językiem spustowym. Jak to działa w praktyce? Otóż najpierw trzeba przełożyć palec wskazujący ze spustu na wspomniany bezpiecznik i lekko go ściągnąć. W tym momencie można już pociągnąć do siebie ruchomy element osady pod systemem, naciągając sprężynę zbijaka. Teraz należy puścić ruchomy fragment osady, który z przyjemnym szczękiem wraca na pierwotne położenie, przekładamy palec wskazujący z bezpiecznika na spust i można strzelić. Brzmi to może dość skomplikowanie i tak jest w istocie. Gdyby udało się w tej konstrukcji pominąć bezpiecznik, byłoby świetnie – można by karabin szybko i sprawnie przeładowywać, co przecież jest istotą konstrukcji typu Pump Action. Dodatkowo doskwiera tam brak miejsca. Między bezpiecznikiem a spustem jest szpara akurat na tyle szeroka, żeby dało się włożyć palec. Sytuację ratuje trochę możliwość skrócenia pierwszej drogi spustu, która w przypadku Hatsanów AT 44 działa tak, że podczas regulacji język spustu cofa się względem pierwotnego położenia. W ten sposób można zrobić większy odstęp między manipulatorem a spustem. To ważne o tyle, że bezpiecznik nie jest niczym innym jak kawałkiem grubej blachy. Nie jest ani ładnie wyprofilowany, ani wykończony. Parokrotnie poczułem, jak nieprzyjemnie szoruje po paznokciu, a jeśli strzelałaby z niego kobieta z pomalowanymi paznokciami, lepiej żeby miała przy sobie lakier do uzupełnienia ubytków . To pierwsza niedoróbka. Drugą jest sam spust. Pracuje ciężko, o wiele za ciężko jak na standardy wyznaczone przez wiatrówki PCP. Spust jest regulowany, jak wspomniałem wcześniej, można skrócić pierwszą drogę (lub nawet całkowicie ją wyeliminować), a także można zmniejszyć siłę potrzebną do oddania strzału. Według instrukcji im bardziej się wkręca śrubkę, tym mniejszą siłą należy nacisnąć spust, żeby oddać strzał. Wkręcałem tę śrubę do oporu. Doszło do tego, że strzał w ogóle nie chciał paść. Kiedy trochę odkręciłem spust, był wciąż twardy. A co najgorsze, nie do końca jest przewidywalny, trudno określić moment strzału. Wiem, że wiele zależy też od przyzwyczajenia się do konkretnej wiatrówki, jednak rozwiązania, jakie wcześniej spotykałem w wiatrówkach niemieckich czy angielskich jakoś bardziej mi przypadły do gustu. AT 44 PA ma też klasyczny bezpiecznik, w formie przycisku na końcu systemu. Można go w dowolnym momencie odsunąć do tyłu i zabezpieczyć karabin przed strzałem lub na powrót wcisnąć. W tym momencie widoczna jest czerwona kropka świadcząca o tym, że karabin jest odbezpieczony. Sam bezpiecznik nie załącza się automatycznie przy każdym przeładowaniu, odwrotnie niż w normalnym AT 44. AT 44 10 W związku z tym, że Pump Action ma wiele cech wspólnych z resztą rodziny AT 44, na przykładzie tego karabinka spróbuję je przybliżyć. AT 44 to dość specyficzny karabin. Jako jedna z nielicznych wiatrówek PCP na rynku ma zamontowane fabrycznie otwarte przyrządy celownicze. Zarówno muszka, jak i szczerbinka mają kolorowe półprzezroczyste wkładki, które podczas celowania świecą się w postaci trzech kropek. To opisywany wielokrotnie system Tru-glo. O ile sprawdza się w pistoletach, to ja i wielu innych strzelców stanowczo nie lubi tego rozwiązania w wiatrówkach. Kropka w muszce jest zawsze zbyt gruba i przesłania cel. Przykładowo nie jest problemem trafić z wiatrówki w kapsel leżący 50 metrów od stanowiska strzeleckiego, jednak trzeba ten kapsel widzieć. Kropka Tru-glo zawsze skutecznie go przesłania. Cóż jednak począć, tego typu urządzenia są obecnie modne i raczej nie ma co liczyć w najbliższym czasie na powrót klasycznych rozwiązań czy wymiennych insertów, jakie można podziwiać w przypadku wiatrówek HW 50 czy HW 30. Na szczęście zarówno muszkę, jak i szczerbinę można bardzo łatwo zdemontować. Co prawda na lufie pozostaje ślad po śrubie kontrującej, ale to mały problem – wystarczy odrobina oksydy w płynie, żeby go zamaskować. Po zdjęciu muszki i szczerbinki nie pozostaje nic innego, jak wykorzystać szynę montażową (11 mm) i zamocować jakąś lunetę. W tym miejscu widać pewną przewagę konstrukcji nad konkurencyjnym AirAmrs S 410. Tam magazynek wkłada się z lewej strony systemu, przez co nie bardzo daje się dokręcić do lunety z boczną regulacją paralaksy boczne koło. W AT 44 magazynek wkłada się z prawej strony. Magazynek zachwyca swoją prostotą. To nic innego, jak kawałek aluminium z dziesięcioma otworami na śrut oraz odpowiednimi nacięciami służącymi jako zaczepy dla systemu indeksującego, zamontowanego przy dźwigni naciągu. Śrut wsadza się do komór bardzo łatwo, a gumowy oring poprowadzony na zewnątrz magazynka przytrzymuje je, dzięki czemu nie wypadają. Żeby załadować magazynek, należy odciągnąć do końca dźwignię przeładowania, wsadzić magazynek do gniazda i zwolnić jego blokadę w postaci rygla, umieszczonego przed magazynkiem z prawej strony systemu. Samo wsadzanie magazynka jest także łatwe, choć parę razy zdarzyło mi się, że nie chciał się przekręcać. Prawdopodobnie wynika to z tego, że wykonany jest z aluminium i nie został w żaden sposób wypolerowany. Chropowata powierzchnia sprawia, że ciężej pracuje. Po nasmarowaniu już się ten problem nie powtarzał, radzę więc użytkownikom AT 44 albo regularnie smarować ścianki magazynka, albo wypolerować na gładko. Pewna chropowatość zresztą towarzyszy tej konstrukcji na każdym kroku. Oksyda na systemie nie jest tak doskonała jak na wiatrówkach niemieckich czy angielskich. To samo można powiedzieć o lufie. Osada jest polimerowa. Niby nic prostszego, jak zrobić takie tworzywo, jakie można spotkać w wiatrówkach FX czy BSA, a jednak widać, że sztuki tej osiągnąć się nie udało. Czuć, że to plastik, przez co nie sprawia najlepszego wrażenia. Trudno mi powiedzieć, na czym polega ta różnica w odczuciach – tu plastik i tam plastik. To trochę tak jak w samochodach – inaczej wyglądają plastiki w mercedesie a inaczej w renault. Te z hatsana są wyraźnie gorsze, co jednak wcale nie oznacza, ze są złe. Plastik jest całkiem odporny na zarysowania, dobrze się go trzyma. Osada typu ambi, czyli będzie zarówno wygodna/niewygodna dla osoby leworęcznej, jak i praworęcznej. Chwyt Thumbhole jest wygodny, o ile wsadza się kciuk do dziury. Jeśli jednak chcielibyśmy trzymać go sposobem angielskim, to choć są na to stosowne wyprofilowania, to są jednak za płytkie, za bardzo pionowe i nieszczególnie wygodne. Na końcu kolby znajduje się regulowana stopka, którą w zależności od potrzeb można trochę podnieść lub opuścić. Baka jest, jak na mój gust, trochę za niska, poniekąd wymusza stosowanie niskich montaży do lunet. Zaciekawiła mnie pewna różnica między dostarczonymi karabinami a tym, co można zobaczyć na zdjęciach na stronie producenta. Otóż na stronie internetowej hatsana każdy karabin AT 44 ma jedną ósemkę pozycjonującą lufę nad kartuszem. W obu dostarczonych wiatrówkach były po dwie ósemki. Po co? Nie wiem. Ale wygląda to ciekawiej i ładniej. Kartusz ma system quick-fill, czyli można go napełniać bez wykręcania, poprzez wsadzenie specjalnej końcówki ładowania dodawanej w komplecie. W ogóle w komplecie znajduje się też przystawka służąca do spuszczania powietrza z kartusza oraz kilka zapasowych gumowych o-ringów. Kartusz można też wykręcić. Po co? Choćby po to, żeby zmienić prędkość wylotową śrutu. Zawór montowany jest właśnie na kartuszu, można go regulować. Można też mieć kilka kartuszy i w zależności od potrzeb, robić z wiatrówki demona prędkości i mocy lub zwykłą wiatrówkę w limicie. Na końcu kartusza znajduje się manometr, dzięki któremu można łatwo określić, jakie ciśnienie panuje w kartuszu, a jeśli zdobędziemy odrobinę wprawy, będziemy z łatwością mogli się zorientować, na ile jeszcze strzałów starczy tego powietrza. Drobna różnica między AT 44 PA a każdą inną z serii dotyczy bezpiecznika. Otóż we wszystkich wiatrówkach z rodziny oprócz PA bezpiecznik załącza się automatycznie po każdym przeładowaniu. Trochę odzwyczaiłem się od takiego rozwiązania, ale też wiem, że bezpieczeństwo jest ważne. Poza tym bezpiecznik można łatwo zdemontować. Dodatkowo karabin ma pewną cechę, której brakowało mi w w AirArms S 410 – system nie pozwala załadować przypadkiem dwóch śrucin do lufy. To bardzo dobra wiadomość. Zła jest taka, że kiedy wsadzimy magazynek i zamkniemy dźwignię ładowania, to śrut automatycznie zostaje wprowadzony do lufy. Ale to niestety przypadłość wszystkich wiatrówek z tego typu systemem ładowania, nie tylko tureckich PCP.
Fot. Paweł Kalisz Skrót artykułu z PS Arsenał 07/64 2009 |
|
| Zmieniony ( czwartek, 06 sierpnia 2009 ) |







